Barkley Marathons
The Barkley Marathons 2020 - what you should watch & read before following the most difficult world ultramarathon
If you're interested in ultra running in general, you know what the Barkley Marathons is.
Every year 40 runners are meeting in Frozen Head State Park, Tennessee US to try become next Barkley finisher and join very elite (only 15 people!) group of runners. 160km (100 miles), 60 hours, no GPS, no mobile phones and most hideous track and weather conditions. So you know, fun.
I'm fascinated in Barkley but for sure, even if would live on the same continent, I would never sign up :) So I'm following from the distance and thought I will collect what is worth to check out if you want to know more about the race and follow it this year.
1. Netflix movie: The Barkley Marathons. The race that eats its young.
(now also available on Amazon)
2. Birth of the race and first few first years of it - 2 super detailed articles and podcasts from UltraRunningHistory.com by Davy Crockett:
19: Barkley Marathons – The Birth
20: Barkley Marathons – First Few Years
3. The Ginger Runner: Where Dreams Go to Die.
+ interview with Jared Campbell (only 3-times finisher! from 2012, 2014 and 2016) and Garry Robins on 2016 edition
+ interview with Garry Robins on 2017 Barkley
3. The Ginger Runner, interview with Guillaume Calmettes, Amelia Boone, Maggie Guterl - three "virgins" that started on the starting line (sic!) in 2018.
4. Run Steep Get High: The Year the Barkley Won.
5. Live chat with Jamil Curry who tried to beat the course 4 times already, but so far the course beat him mercilessly (although I really hope he will finish someday!).
How to actually follow the race? As there is almost no service in Frozen Head State Park, each year we are doomed to tweets from Keith Dunn (@keithdunn) - but no worries at all guy is hilarious! ;)
If you believe this list should be expanded by other pieces of content - please let me know!
Every year 40 runners are meeting in Frozen Head State Park, Tennessee US to try become next Barkley finisher and join very elite (only 15 people!) group of runners. 160km (100 miles), 60 hours, no GPS, no mobile phones and most hideous track and weather conditions. So you know, fun.
I'm fascinated in Barkley but for sure, even if would live on the same continent, I would never sign up :) So I'm following from the distance and thought I will collect what is worth to check out if you want to know more about the race and follow it this year.
1. Netflix movie: The Barkley Marathons. The race that eats its young.
(now also available on Amazon)
2. Birth of the race and first few first years of it - 2 super detailed articles and podcasts from UltraRunningHistory.com by Davy Crockett:
19: Barkley Marathons – The Birth
20: Barkley Marathons – First Few Years
3. The Ginger Runner: Where Dreams Go to Die.
+ interview with Jared Campbell (only 3-times finisher! from 2012, 2014 and 2016) and Garry Robins on 2016 edition
+ interview with Garry Robins on 2017 Barkley
3. The Ginger Runner, interview with Guillaume Calmettes, Amelia Boone, Maggie Guterl - three "virgins" that started on the starting line (sic!) in 2018.
4. Run Steep Get High: The Year the Barkley Won.
5. Live chat with Jamil Curry who tried to beat the course 4 times already, but so far the course beat him mercilessly (although I really hope he will finish someday!).
How to actually follow the race? As there is almost no service in Frozen Head State Park, each year we are doomed to tweets from Keith Dunn (@keithdunn) - but no worries at all guy is hilarious! ;)
If you believe this list should be expanded by other pieces of content - please let me know!
Ostatnio mam dziwne sny. Wiele z nich to oczywiste przełożenie tego, co aktualnie mnie stresuje (np. nadchodząca wizyta u dentysty). Dziś jednak śniło mi się latanie.
Śniło mi się, że mogę tak po prostu oderwać się od ziemi i szybować gdzieś między blokami i drzewami.
Co ciekawsze, ta moja umiejętność zupełnie nikogo nie dziwiła. Taki był stan rzeczy i tyle.
Co o lataniu w snach mówią senniki?
Nie wiem i chyba wolę nie sprawdzać. Interpretuję sobie to tak, że to moje unoszenie jest wyrazem zadowolenia z obecnej formy. Nabijam powoli kilometry, udaje mi się realizować plan, nogi nie doskwierają, a ponieważ dni są coraz dłuższe, mam okazję do podziwiania niesamowitych zachodów słońca!
Jak dobrze znów zobaczyć tu trochę zielonego :)
Periodyzacja treningu. Brzmi bardzo profesjonalnie. Koncepcja często stosowana w planach treningowych. Podział na 3 okresy cechujące się naciskiem na inne elementy treningowe, pozwala na rozbicie tych kilku miesięcy dzielących Cię od wymarzonego startu.
Kiedy zaczynałam rozpisywać plan treningowy był koniec listopada i te 22 tygodnie dzielące mnie od Niepokornego Mnicha zdawały się strasznie długim okresem. A tu już 12. tydzień za mną. Pierwszy, który udało mi się mocniej przepracować po wspominanych ostatnio świętach i choróbskach.
Nogi zdecydowanie odpoczęły. Głowa też. Nabieram sił, ale jednocześnie kołaczą mi się myśli: czy jestem w stanie to zrobić? A może by tak oddać pakiet? 97km - po co mi to? Czy mnie to uszczęśliwi jakkolwiek? A co jeśli nie dobiegnę?
Chodzi mi to wszystko przez chwilę, by z chwilę ustąpić tej narracji: to będzie super przygoda! Nigdy nie byłam w Szczawnicy. Znów pobiegam długo po górach. Pobiegnę tyle, na ile pozwoli mi mój organizm i warunki, i na pewno nie pożałuję! A jeśli uda się pokonać ten dystans w limicie czasowym? Będę miała kolejny medal z tych, które chcę zachować :D
Kocham zimę i zimowe bieganie. Cieszę się, że w tym sezonie miałam chociaż jeden, tak piękny i śnieżny dzień!
Czy to będzie jedyne prawdziwie zimowe bieganie w tym sezonie?
Idealny zimowy poranek!
Dwa miesiące. Od świąt nie mogę wrócić do normalnego rytmu i treningów. Mam kilka naprawdę dobrych wymówek: kapryśna pogoda, obowiązki domowo-rodzinne, potem przeciągająca się choroba... O ile wszystko to jest prawdą, to muszę też przyznać, że obrałam sobie chyba zbyt ambitny plan na trening.
Dlaczego zbyt ambitny? Z dwóch powodów:
1) przy całej mojej miłości do biegania, staram się również nie zaniedbywać znajomych, rodziny, innych zainteresowań, czytania etc. - przy tak intensywnym reżimie powinnam właściwie biec po pracy do domu, robić trening i spać (przy czym tego snu wcale nie mam za dużo),
2) zarówno objętość jak i po prostu czas spędzany w biegu są bardzo wymagające dla tak przeciętnego biegacza jak ja.
Wszystko to powoduje, że w planie bardzo dużo pomarańczu (plan zrealizowany nie w pełni) i czerwieni (plan nie zrealizowany).
Czy zatem jest sens kontynuować takie podejście do treningu? Szczerze mówiąc - nie wiem. Nie jestem również pewna czy w związku z chorobą, która wyjęła mnie z biegania na 3 tygodnie, powinnam wrócić do momentu przerwania, czy po prostu przeskoczyć w planie.
Tygodnie III-V.
Tygodnie VI-VIII - dalszy obraz nędzy i rozpaczy...
Tygodnie IX-X - końcówka choroby i początek powolnego powrotu do aktywności.
Jest jeszcze trochę czasu więc trzeba dalej robić swoje.
Planu wg Świerca nie porzucam, chociaż wiem, że nie jest on przystosowany do tak wolnych biegaczy jak ja. Dlatego traktować go dalej będę jako pewien drogowskaz.
3 lutego wg planu wkroczyłam w tzw. okres transformacji - ten etap zbudowaną objętość powinien przekształcać w ukierunkowaną formę. Celem do tego będzie wplecenie tempówek, fartleków, szybszych odcinków itp.
Tygodnie XI-XII - powolny powrót do aktywności, a zwłaszcza biegania na zewnątrz.
Czy Niepokorny Mnich jest nadal w moim zasięgu? Na ten moment mam sporo wątpliwości, ale nie chcę jeszcze się poddawać.
![]() |
| Zwiększamy objętość! Od góry - dwa ostatnie tygodnie treningu. |
Drugi tydzień treningu zakończony.
Mój organizm chyba jeszcze potrzebuje trochę czasu na przystosowanie się do znacznego zwiększenia objętości.
Dzisiaj zmniejszyłam już dystans z 19 do 13,6km - mięśnie w nogach były już dosyć mocno napięte i zmęczone. Muszę się również nauczyć, żeby na biegi powyżej 13-14km zabierać już żele. Zwykle tego nie robię, ale dziś ewidentnie brakowało mi już mocy.
![]() |
| Drugi i trzeci tydzień treningu. Zielony kolor - trening wykonany, pomarańczowy - wykonany w części, czerwony - nie wykonany. Szara linijka - komentarz potreningowy. |
Sprawie nie przysłużył się na pewno również fakt, że zamiast luźniejszego piątku, wypadł mi trening w poniedziałek i wtorek więc wszystkie biegi wykonałam pod rząd i nogi dostały w kość.
Jednocześnie jestem całkiem zadowolona z tego, że choć słabe i zmęczone, nogi czują się całkiem w porządku!
Trzeci tydzień to ponownie ponad 80km. Najpewniej zamienię sobotę z niedzielą, ponieważ istnieje miła perspektywa małej górskiej eskapady! :)
| W obieg weszły również nowe Saucony Peregrine ISO. Pierwsze wrażenia - bardzo pozytywne! |
![]() |
| Las Bielański to moje ulubione miejsce do biegania w Warszawie. Niestety teraz mieszkam dosyć daleko i bieganie w lasku wiąże się z całą wyprawą. |
Nogi po weekendowym bieganiu lekko zmęczone, ale zaskakująco dobrze się trzymają. Oby tak dalej!
Najtrudniejsze w tym planie treningowym są dwie rzeczy:
- na codzień trenuję w dosyć płaskim centrum Warszawy,
- pochłania bardzo dużo czasu!
Tak już chyba będzie do końca, że w dni, które powinnam iść na basen, spinning czy zrobić inną aktywność będę albo nadrabiać niewykonane treningi, albo się regenerować i nadrabiać sen.
Drugi tydzień treningowy wraz i realizacja:
![]() |
| Drugi dzień treningu metodą Marcina Świerca. W szarym wierszu notuję co zostało wykonane. |
We wtorek było już znacznie lepiej, ale wieczór spędziłam na służbowej Wigilii i do domu wróciłam za późno na trening (do tego doszło też oczywiście kilka kieliszków wina...).
W środę zatem postanowiłam nadrobić zaległy trening. Biegło mi się bardzo dobrze. Nogi odzyskały nieco świeżości. Postanowiłam dać nawet szansę nadal nowym New Balance FuelCell Echo NYC Marathon, które w czasie pierwszego treningu obtarły mi achillesy do krwi! Długie skarpetki jednak zdały egzamin i nie doświadczyłam żadnych problemów. Uff!
![]() |
| Wtorkowy trening w środę. |
![]() |
| Koniec pierwszego tygodnia treningu! |
Ten tydzień nie był łatwy. Od średniej 40-50km do ponad 80km. Nie wiedziałam czy nogi i głowa dadzą radę.
Planu nie zrealizowałam w 100%, ale i tak jestem z siebie dumna.
W poniedziałek biegało mi się bardzo dobrze. Trening wykonałam na bieżni, na której łatwiej mi mocniej przycisnąć tempo.
Wtorek to kolejne 12km. Aura typowo jesienna - zimno, wilgoć i mgła. Warunki plus lekkie zmęczenie nóg i tempo spadło do 6:18/km.
Środa to dzień spędzony na nogach w pracy. Z góry założyłam, że w ten dzień trening jest nierealny.
Kolejny dzień to następne 12km. W zwykłych okolicznościach, będąc dosyć zmęczoną, ograniczyłabym się zapewne tylko do zwykłej "piąteczki". Ładna pogoda zachęcała jednak do realizacji założeń.
Mimo, że w piątek założeniem była godzina innego typu aktywności. Życie ponownie jednak weszło w drogę i dzień stał się za krótki. Zamiast treningu postanowiłam dokończyć przygotowania do przyjęcia gości kolejnego dnia - czytaj: krzątałam się w kuchni przez cały wieczór.
Sobota to urodzinowy bieg. 35km na 35-kę! Mając wspaniałych kompanów u boku i super wygodne Saucony Freedom ISO 2, udało mi się dobić do celu. Średnie tempo 5:57km - jak dla mnie, bardzo satysfakcjonujące.
| Urodzinowy bieg :) |
Tydzień miałam zakończyć 18-kilometrowym biegiem. Na jego początku czułam się nieźle, ale lekkie napięcia w stopie skłoniły mnie do zakończenia po 10km. I myślę, że to dobra decyzja.
Pierwszy tydzień zamykam zatem łącznym dystansem 81,1km. Starałam się też rozciągać i rolować na co w sumie poświęciłam 41 minut - idealnie gdyby było tego więcej, zwłaszcza po sobotnim biegu.
Tydzień numer dwa
Kolejny tydzień zmagań wydaje się nieco bardziej zrównoważony. Wszyscy wiemy jednak, że koniec grudnia nigdy nie należy do spokojnych.
W planie 76km. Do dzieła!
![]() |
| Plan treningowy na drugi tydzień. |
22 tygodnie na przygotowanie się do kolejnego wyzwania. 97 km. Znajomi pytają czy dokręcę jeszcze te 3, żeby już ta setka pękła... Na razie jeszcze powątpiewam w dotarcie do mety. Wiem, że dużo pracy przede mną.
Podstawowym założeniem planu treningowego, na który się zdecydowałam (plan wg książki Marcina Świerca "Droga do ultra"), jest objętość. Zwłaszcza w tzw. okresie przygotowawczym.
Co zatem czeka mnie w tym tygodniu:
![]() |
| Pierwszy tydzień treningu. |
Mimo, że to dopiero początek, już konieczne były pewne modyfikacje. Środa to dzień spędzony na konferencji - od rana do późna stoję, chodzę, latam w szpilkach. Trening jest nierealny. W sobotę natomiast mam zaplanowany bieg urodzinowy: 35km na 35 skończonych lat!
Jeśli uda mi się zrealizować wszystkie jednostki, tydzień zamknę na 89km. Do tego dochodzi jeszcze rozciąganie, rolowanie i ewentualne dodatkowe aktywności.
Taki dystans całkowity to znaczne podniesienie objętości dla mnie i jestem ciekawa jak moje nogi i ciało to zniosą.
25 kwietnia 2020 roku. Maksymalnie 17 godzin. 97 kilometrów. O 34km dalej niż mój dotychczasowy rekord. Dla wielu tyle, co nic, dla mnie nadal bardzo odległe marzenie.
Przede mną dużo pracy. Pracy, która mnie przeraża, ale którą chcę wykonać możliwie najlepiej. Wiem, że to będzie bardzo intensywny i wymagający czas, ale chcę by była to też wyjątkowa przygoda!
"Cel bez planu jest tylko życzeniem" jak powiedział Antoine de Saint Exupery. Mądrych ludzi trzeba przecież słuchać! Postanowiłam zatem znaleźć plan treningowy, który będzie wymagał ode mnie przesunięcia własnych granic.
W moje ręce trafiła niedawno książka "Czas na ultra. Biegi górskie metodą Marcina Świerca". Marcin proponuje w niej dosyć intensywne plany treningowe przygotowujące do startu w ultramaratonie. Z jednego z tych planów postanowiłam skorzystać w moich przygotowaniach do Mnicha.
Niedługo recenzja samej książki trafi na łamy serwisu treningbiegacza.pl. Na blogu natomiast postanowiłam krótko opowiadać o szczegółach planu oraz tego, jak idzie mi jego realizacja. Trzymajcie kciuki! Naprawdę się przydadzą ;)
















